Chronique par Marek Lubner sur Sounds Green (21 juin 2013)

english version below

 

« Spirit is Life
It flows thru
the death of me
endlessly
like a river
unafraid
of becoming
the sea ».

Gregory Corso

Steve Dalachinsky obok m.in. Lawrence’a Carradini, Vernona Frazer, Enida Dame, Jacka Foley’a, Boba Holmana, jak sam o sobie mówi, jest poetą ery post-beat (« Post – Beat – Poets We Are Credo #2), pokolenia telewizji, amerykańskiej rewolucji obyczajowej lat 60-tych, pełnego dezaprobaty dla utraty ducha, świeżości, szczerości, pochłoniętych konsumpcjonizmem rodziców. Pokoleniem zapatrzonych w Ginsberga, Borroughsa, Corso, Kerouaca; kontrkulturowych, antymaterialistycznych poetów, którym nie obcy jest również whitmanowski humanizm, zachwyt nad istnieniem, przyrodą, ciałem, mistycyzm, indywidualizm, symbolizm Henry’ego Davida Thoreau.

W równym stopniu co literatura, na poezję Steve’a Dalachinsky’ego miały wpływ sztuki plastyczne, malarski abstrakcjonizm Jacksona Pollocka, rzeźba Louise Bourgeois i wreszcie muzyka, a w szczególności jazz, jak choćby ten Cecila Taylora (Collected poems for Cecil Taylor 1966-2009) i Coopera-Moore’a (Something). Czytał swoją poezję w niezliczonych konstelacjach, w których głos ludzki i instrumenty zakładają rodzaj muzycznego parytetu, by wymienić współpracę z Matthew Shippem, Didierem Lasserrem, Charlesem Gayle’m, Carlosem Zingaro, Maguelone Vidal, Sabirem Mateen, Davidem Liebmanem, Matem Manerim.
Jego duet z wybitną francuską kontrabasistką i kompozytorką Joëlle Léandre, jest dla mnie czymś zupełnie wyjątkowym, gdyż nieczęsto mogę słuchać tak bardzo naturalnie, korzennie i silnie brzmiącego połączenia poezji i improwizacji. Budzi on moje skojarzenie ze współpracą zespołu Thomasa Chapina i Vernona Frazera, i ich „Put your Quarter in and Watch the Chicken Dance” z Menagerie Dreams.

Poezja Dalachinsky’ego jest pełna zmysłowości, kontrastów, kontrapunktów, transformacji, dekonstrukcji, chłodnej kalkulacji i gorzkiej refleksji:

« (…) the captain at the shoreline knows we’re drowning this contagious madness has no limits o calorie o hazardous life o great provider & producer from which all nourishment comes the facts blend with granules o granulated ethos the bill has been paid our saccharin hearts are now delivered (…)« 

Sweet & Low (word of light and love / the bill has been paid)

Niczym instrumentalista trzyma się ustalonej frazy, reaguje ad hoc, przeciąga lub powtarza poszczególne słowa, głoski, różnorodnie intonuje, uwodzi tembrem: „we have just begun to speak”. Kluczowy dla jazzu, nieprzetłumaczalny „sound” jest niewątpliwie obecny w jego głosie i artykulacji. Znajduje się w ciągłym ruchu, dowolnie korzysta z wybranych fragmentów tekstu, idealnie wplatając je w tkaninę muzyki, stosuje pauzy „paintings of sound and feeling”, wymawia poszczególne sylaby pełny wewnętrznej propriocepcji, onomatopeicznie tańczy sycząc swoje „sssscat”.
Joëlle Léandre koresponduje w dość swobodny sposób z prezentacją poety, nie jest to bynajmniej akompaniament, a raczej w pełni demokratyczne, energiczne współistnienie i wsłuchiwanie się w partnera; buduje względnie minorowy i podniosły nastrój całości. Fragmenty ich duetu przedzielone są solowymi interludiami Léandre, w których również wykorzystuje głos.

Albumu mimo skromnego instrumentarium, przedstawia się bardzo różnorodnie, a amplituda uczuć i efemerycznych napięć rozpościera się dla mnie pomiędzy spokojem « Nirvany » Charlesa Bukowskiego, a wybuchową mieszanką słów i szaleńczego arco „knowing that the shock of each moment is in being alive”, mogącego stanowić doskonałą ilustrację dla sceny, w której Sal Paradise, siedzący w Fordzie sedanie, oblepiony komarami, pająkami i ważkami, głęboko wdychając zapach, nasiąkniętych tym wszystkim ubrań, mknie z przyjaciółmi przez noc do meksykańskiej granicy.

Czy te odwołania do ery beat generation, jazzu z lat 60. oznaczają, że na “The Bill Has Been Paid” znajduje się muzyka zapatrzona w przeszłość? Nic bardziej mylnego. Słowa czasem płowieją, czasem wychodzą z użycia, ale takie słowo jak „słońce” błyszczy dla Whitmana, Kerouaca, Dalachinsky’ego tak samo, jak dla nas. Słowo budujące obraz może posiadać walor konstytuujący nowy świat, być abstrakcyjnym pokarmem dla myśli. Również głos nie poddaje się upływowi czasu, co w tym kontekście dodaje mu tylko wiarygodności, a żaden inny instrument nie będzie komplementarny dla jego przekazu. Gdy słucham Dalachinsky’ego, widzę jak o swojej twórczości mówi Steve Lacy, a gdy pada słowo „blues”, to myślę o Roswellu Rudd to szczególna „muzyka słowa” równomiernie niosąca wiarę w konceptualizm i instrumentalną maestrię, co w idealizm romantycznego uniesienia i wyobraźni.

« Come home brother (…)
come
home sister the call of old times
hungers for
your love”.

Steve Dalachinsky

***

Steve Dalachinsky next to such poets as Lawrence Carradini, Vernon Frazer, Enid Dame, Jack Foley, Bob Holman, as he calls himself, is a poet of the post-beat (« Post – Beat – Poets We Are Credo #2), generation of television, American moral revolution of the 60′s, full of disapproval to the loss of the spirit, freshness, sincerity – absorbed in consumerism parents. Deeply looking into Ginsberg, Burroughs, Corso, Kerouac those counterculture, anti materialistic poets, also charmed with Whitman’s humanism, delight in the existence, nature, body, mysticism; Henry David Thoreau’s individualism, symbolism.

As much as literature, Steve Dalachinsky’s poetry being also inspired by the visual arts, Jackson Pollock’s abstractionism painting, Louise Bourgeois sculpture and the first and the foremost music, particularly jazz, as Cecil Taylor’s « Collected Poems for Cecil Taylor » 1966-2009 « , Cooper-Moore’s « Something ». He read his poetry in numerous situations, where the human voice and musical instruments found a kind of parity including collaboration with Matthew Shipp Didier Lasserre, Charles Gayle, Carlos Zingaro, Maguelone Vidal, Sabir Mateen, David Liebman, Mat Maneri.

His duet with an outstanding French bassist and composer Joëlle Léandre for me is something very special, because I do not often have a chance to listen to a such natural, spicy and strong-sounding combination of poetry and improvisation. It awakes my association with a great Thomas Chapin’s band and Vernon Frazer on « Put Your Quarter in and Watch the Chicken Dance » from the Menagerie Dreams.

Dalachinsky’s poetry is full of sensuality, contrasts, counterpoints, transformation, deconstruction, factual calculation and sometimes poignant reflection:

« (…) the captain at the shoreline knows we’re drowning this contagious madness has no limits o calorie o hazardous life o great provider & producer from which all nourishment comes the facts blend with granules o granulated ethos the bill has been paid our saccharin hearts are now delivered (…) »

Sweet & Low (word of light and love / the bill has been paid)

Like instrumentalist holds a fixed phrase reacts immediately, drags or repeats the words sounds, variously chants gently calls using his seductive timbre « … we have just begun to speak. » The key for jazz, being beyond definition « sound » is undoubtedly evident in his voice and articulation. He is in a constant motion, combines selected parts of the text, perfectly weaving them into the fabric of music, pauses « paintings of sound and feeling », pronounce each syllable full of internal kinesthesia, in an interval onomatopoeic dance hissing his « sssscat ».

Joëlle Léandre corresponds with the poet’s presentation in a fairly relaxed way, that’s not an accompaniment, but rather a fully democratic energetic coexistence and listening, raises relatively minor and affective mood of the entirety. Portions of the duo are separated by Léandre’s solo interludes, in which she also uses voice.

Despite from fairly modest instrumentation, album presents unexpectedly variously, and the amplitude of ephemeral feelings and tensions is stretched for me between the tranquility of Charles Bukowski’s Nirvana to a combustible mix of words and frenzied arco « knowing that the shock of each moment is in being alive », that could be a perfect illustration for a scene in which Sal Paradise, sitting in a Ford sedan, stuck with jungle-night bugs some of them with wings a good four inches long, others frightful dragonflies big enough to eat a bird, and thousands of immense yangling mosquitoes and unnamable spidery insects of all sorts, deeply inhaling the scent of his soaked with all of this clothes, speeding through the night with friends towards the Mexican border.

Does it mean that these references to the beat generation era, jazz from the 60’s indicate that the « The Bill Has Been Paid » is a music staring into the past? Nothing could be further from the truth. Over time words fade, sometimes become obsolete, but such a word as « sun » shines for Whitman, Kerouac, Dalachinsky as much as for us. Word that builds images may have constitutive value for a new world, be an abstract food for thought. Also the voice bravely stands and is exsposed like everything for the time impact, which in this context only adds to the Dalachinsky’s seasoned passages credibility, and no other instrument can be complementary to voice itself. When I listen to Dalachinsky’s performance, I see Steve Lacy so inspiringly story telling about his music, and when he’s saying word “blues”, I think about Roswell Rudd, this special “word music” evenly carrying a belief in the conceptual and instrumental mastery, as much as in elevation and romantic idealists daydreaming.

Sorry, the comment form is closed at this time.

© 2019 DarkTreeRecords Mano